Smagała Piotr „Sroka”

Piotr Smagała”Sroka” – żołnierz Batalionów Chłopskich a następnie Armii Krajowej. Po wkroczeniu sowietów dowódca oddziału lotnego, początkowo podlegający mjr. Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”, a później mjr. Marianowi Pilarskiemu „Jarowi”.

Piotr Smagała urodził się 19 lipca 1913 roku w Rokitowie (gm. Turobin) jako syn Adama i Małgorzaty z domu Zawiślak. Ukończył cztery klasy powszechnej. W 1935 roku został powołany do wojska i wcielony do 23. pułku piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim, a następnie służył w Korpusie Ochrony Pogranicza we Lwowie. Z chwilą wybuchu II wojny światowej jako rezerwista został zmobilizowany do służby wojskowej i wcielony do 9. pułku piechoty legionów stacjonującego w Zamościu. Brał udział w walce z Niemcami w okolicach Puław. Po zakończeniu działań wojennych powrócił do rodzinnego Rokitowa.

Do konspiracji wstąpił pod koniec 1942 lub na początku 1943 roku i działał w miejscowej placówce Batalionów Chłopskich, a następnie w Armii Krajowej. Smagała wziął udział w odbiciu aresztowanych przez Niemców żołnierzy AK osadzonych w areszcie w Żółkiewce. Ponadto udzielał się również w pomoc Żydom.

Po wkroczeniu sowietów nie ujawnił się i utworzył latem 1944 roku oddział, który do wiosny 1947 r. działał jako formacja WiN i podlegał mjr. Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”.  Na wiosnę 1947 roku oddział zdaniem UB liczył 15 osób. Część członków oddziału, wraz z dowódcą, skorzystała z kwietniowej amnestii i ujawniła się. Smagała jednak nie zakończył działań konspiracyjnych.

Po oddaniu broni na posterunku w Turobinie wracał do domu. Ostrzeżony przez życzliwych sąsiadów wycofał się w ostatniej chwili z obejścia, bowiem ubecy urządzili na niego zasadzkę. Poszedł od razu do żabińskiego lasu i już nie wrócił.
– relacja Karoliny Krzysztoń

W 1947 roku zagrożony aresztowaniem uciekł do „lasu”, gdzie ukrywał się u znanych mu ludzi, m.in. u Stanisława Stachyry „Saturnina”.

Treść przysięgi znalezionej przy Smagale w czasie zatrzymania | Źródło: IPN sygn. LU 31/253/1 (Materiały Dariusza Pilarskiego)

Latem 1947 roku ponownie utworzył oddział, który jako lotna żandarmeria II Inspektoratu Zamojskiego AK podlegał pod dowództwo Obwodu IV Krasnystaw, na czele którego stał Andrzej Stachyra „Saturnin”. Jego oddział wykonał szereg akcji ekspropriacyjnych, m.in. na Spółdzielnie Rolnik w Wysokim, Urząd Gminy Żółkiewka (skąd na polecenie „Saturnina: została zabrana maszyna do pisania na potrzeby organizacji) oraz wykonywał wyroki śmierci (komendant ORMO na wieś Żabno). Oddział lotnej żandarmerii „Sroki” ostatnią walkę stoczył 25 czerwca 1949 roku z grupą operacyjną UB w Żurawie (pow. Krasnystaw). W czasie tej  potyczki został aresztowany Piotr Smagała „Sroka”, zginął zaś zastrzelony Zawiślak Antoni, który przez kilka miesięcy ukrywał się razem ze „Sroką”. Akcja ta była prawdopodobnie wynikiem gry operacyjnej UB, z wykorzystaniem byłych członków WiN jako konfidentów.

Smagała przeszedł bardzo ciężkie śledztwo, w czasie przesłuchań był bity i torturowany, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Przetrzymywany był w więzieniu na Zamku w Lublinie. Śledztwo przeciwko niemu wszczęto 28 czerwca 1949 roku, zamknięto zaś 28 lutego 1950 roku, poprzez sporządzenie aktu oskarżenia. W czasie śledztwa przeciwko Smagale przesłuchano dwunastu świadków.

Jak siedziałam to przyprowadzili mi na konfrontacje Smagałę. Mówi tak: „ja z dziećmi nie miałem do czynienia”. Ale jaki on był zbity. Strach było patrzeć. Przyprowadzili go, bo myśleli, że ja zacznę mówić. Ja się wypierałam, że nigdzie nie chodziłam, nic nie wiem, byłam przy ojcu, przy matce, a on: „ja z dziećmi nie miałem żadnego interesu, proszę mnie o to nie pytać”. No i tyle było.Zabrali go z powrotem, ale jak go zobaczyłam, to strach było patrzeć
– wspomina Piotra Smagałę Weronika z Tomiłów Zwolakowa, wraz z całą rodziną została aresztowana za pomoc w ukrywaniu go.

 Proces przeciwko Piotrze Smagale „Sroka” odbył się w dniach od 29 marca do 6 kwietnia 1950 roku. Głównym oskarżycielem przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Lublinie był kpt. Zdzisław Obuchowicz. Sędzią w procesie był kpt. Eugeniusz Pinkosz, pełniący funkcje sędziego WSR w Lublinie w latach 1949-1952. 6 kwietnia wyrokiem sądu Smagała został skazany na czterokrotną karę śmierci.

Prezydent odmówił skorzystania z prawa łaski i wyrok przez rozstrzelanie został wykonany w więzieniu na Zamku lubelskim 28 maja 1950 roku. Wykonanie kary śmierci nadzorował prokurator Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie kpt. Władysław Huk. Ciało Piotra Smagały „Sroki” zostało prawdopodobnie przewiezione na cmentarz na ul. Unickiej w Lublinie i pochowane w nieznanym dotąd miejscu.

One thought on “Smagała Piotr „Sroka”

  • Grudzień 13, 2018 at 10:08 pm
    Permalink

    Coś tu ktoś pomieszał. Piotr Smagała jako zięć Maciąga, był sąsiadem mego Ojca wówczas jeszcze kawalera. W czasie okupacji obydwaj byli w BCH. W okresie kiedy już z jeszcze jednym współtowarzyszem niedoli, byli tropieni przez UB, kilkakrotnie nocował u nas w komorze stanowiącej część naszej chaty. Poza produktami spożywczymi stała tam kanapa na której nikt nie sypiał, Jedyny raz byłem świadkiem kiedy jakiś nieznajomy w sieni zwrócił się do Taty „Leon, przenocuj mnie”. Po latach dowiedziałem się że był to ‚”Pieter” czyli Piotr Smagała i że przychdził kilka razy. W śledztwie nie zdradził nas choc Tata był w gotowósci do ukrycia się. Co do Stachyry (ojciec) był naszym saasiadem w linii ptostej ok 150 m, miał dwóch synów Andrzeja i Pawla. Z synem Andrzeja – Adolfem, chodzilem do tej samej klasy w podstawówce. Jednak nic mi nie wiadomo o perturbacjach jego ojca. Natomiast Paweł, podobno przedwojenny prawnik, był ważną postacią w strukturach konspiracyjnych. W czasie okupacji był aresztowany (wraz ze Stanisławem Wrzyszczem) i przetrzymywany w więzieniu w Żółkiewce. W czasie akcji oddziałów BCH i AK z gminy Turobin, najbardziej zagrożonych w razie „wsypy”, obaj zostali uwolnieni. W akcji tej brał udział mój Ojciec Leon, stryj Andrzej i mój brat cioteczny Stanisław Koziej. Odchodzącym na akcję senior Stachyra powiedział – jeśli nie uda się ich odbić, spalcie więzienie. Paweł „ma miękką d…” i jak sypnie to pół gminy pójdzie na tamten świat”.
    To Paweł Stachyra a nie Andrzej zamieszany był w egzekucję ORMOwca Ludwika Szafrańca, który był ojcem mego o rok młodszego kolegi Jana. Nie mylić z b. senatorem Janem Szafrańcem z całkiem odmiennej opcji politycznej. Paweł Stachyra odsiedział w więzieniach do końca lat 80 tych. Wrócił na ojcowiznę, utrzymywał kontakty jedynie z nielicznymi w tym z moim bratem Henrykiem. Tyle wiem w temacie. A to co wiem to zapamiętałem jako małolat pochodzi z rozmów osób dorosłych, przewijających się przez nasze mieszkanie. Piszę po to by nasza historia nie była zbiorem legend.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *